Drugi dzień w Dublinie, niedziela. Pogoda wymarzona na spacer. Wychodzimy z domu, zamykam drzwi. Sięgam do torebki po klucz. Klucz został w domu w innej torebce. Sięgam do klamki, żeby się wrócić, ale zamiast klamki jest okrągły uchwyt. Przypominam sobie, że od wewnątrz jest zamek zatrzaskowy. W momencie zamknięcia drzwi, zamek zatrzaskuje się i można go odblokować z zewnątrz tylko kluczem. Paweł bawi się z Lusią przed domem w berka. On też nie wziął ze sobą klucza. Szybka ocena sytuacji. Właściciel przekazał nam dwie pary kluczy, czyli wszystkie. Możemy poszukać ślusarza, ale jest niedziela. W sypialni na piętrze zostawiliśmy otwarte okno. Gdybyśmy mieli drabinę… Pukamy do domu naprzeciwko. Otwiera uśmiechnięta Irlandka, około 60-letnia. Przedstawiamy się i opowiadamy, co się stało. Jej mąż przynosi drabinę. Wchodzę do naszej sypialni na piętrze. Jesteśmy uratowani! Po chwili oblega nas gromadka dzieci. Zadają mnóstwo pytań, np.: czy kupiliśmy ten dom, gdzie pracujemy, skąd jesteśmy. No cóż, wchodząc do domu przez okno na piętrze, stałam się widoczna dla wszystkich mieszkańców osiedla. Dzieci przybiegły z gotowymi zestawami pytań. Od tego dnia przestajemy być anonimowi.

Dwa lata później, lipiec. Lusia spędza wakacje u babci w Polsce. Paweł w delegacji. Wychodzę rano do pracy, zamykam drzwi… Jest ósma rano. Sąsiad z naprzeciwka ma jeszcze zasłonięte rolety. Dzwonię do Pawła, żeby opowiedzieć, co mi się przytrafiło. W odpowiedzi słyszę „Kochanie, wszystko przewidziałem, dorobiłem klucz i zakopałem go w doniczce z drzewkiem ozdobnym.” Odbiera mi mowę. Znajduję klucz. Jest misternie zawinięty w foliowy woreczek, żeby się nie pobrudził ziemią. Ciekawe od jak dawna tu na mnie czeka!?

Od tamtej pory, bardzo uważam. Zanim wyjdę z domu, dwa razy sprawdzam, czy mam w torebce klucz. Ale miesiąc temu bardzo się spieszyłam, żeby odebrać Lusię ze szkoły. Dwa razy sprawdziłam, czy w torebce jest klucz i w momencie zatrzaskiwania się drzwi, zdałam sobie sprawę z tego, że torebka została w korytarzu. W torebce został telefon i portmonetka. Przed szkołą poprosiłam irlandzką koleżankę o użyczenie telefonu. Zadzwoniłam do Pawła. Tym razem nie zakopał zapasowego klucza przed domem. Ale na szczęście nie był też w delegacji. Godzinę później otworzył dom.

Problem klucza mamy już z głowy. Przecież „do trzech razy sztuka”.