Jedną z rzeczy na liście „ważne i pilne” do zrobienia po przeprowadzce do Irlandii, było znalezienie przedszkola. Ale zupełnie nie myśleliśmy o szkole. Lusia miała wtedy trzy lata. Dlatego ze zdziwieniem reagowaliśmy na pytanie nowopoznanych Irlandczyków, czy zapisaliśmy dziecko do szkoły. Myśleliśmy, że podobnie jak w Polsce, w Irlandii dzieci będą przypisane do konkretnej szkoły, na podstawie adresu zamieszkania.

Dla Lusi zaoferowano miejsce w szkole publicznej, bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. Mieliśmy wyjątkowe szczęście. Okazało się, że szkoła cieszy się doskonałą opinią. Były dwa wolne miejsca. Gdybyśmy wtedy spóźnili się ze złożeniem prośby o przyjęcie, dostalibyśmy informację, która najbliższa szkoła publiczna nie ma jeszcze kompletu uczniów. I mogłoby się okazać, że najbliższa jest oddalona o kilkanaście kilometrów. Mielibyśmy jeszcze inną możliwość – szkoły prywatne. W Irlandii jest to częsty wybór rodziców. Szkoły prywatne mają zazwyczaj kilkudziesięcioletnią tradycję. Mieszczą się w zmodernizowanych budynkach zamkowych, imponują pięknymi terenami parkowymi i zadbanymi boiskami do wszelkiego rodzaju sportów. Często posiadają własną pływalnię i stołówkę. Miesięczny koszt waha się od 300 do 1500 euro. W ramach tej ceny, dzieci uczęszczają na popołudniowe zajęcia dodatkowe, które można porównać do świetnie zorganizowanych kółek zainteresowań. W szkole publicznej, natomiast, zajęcia dodatkowe (balet, taniec irlandzki, gra na instrumencie, kółko teatralne, sporty zespołowe, języki obce…) są opcjonalne i płatne. Ale sama szkoła jest darmowa. Rok szkolny trwa od 1 września do 30 czerwca.

Aby zapisać dziecko do szkoły podstawowej, należy przedstawić oryginał aktu urodzenia wraz z tłumaczeniem przysięgłym. A jeśli jest to szkoła publiczna, dodatkowo również świadectwo chrztu (nie proszono nas o tłumaczenie). Szkoły publiczne w Irlandii są z reguły katolickie i ściśle związane z konkretną parafią. Szkoły nie przeprowadzają żadnych egzaminów dla cudzoziemców, które sprawdzałyby poziom znajomości języka angielskiego lub wiedzy ogólnej. Kryterium zaklasyfikowania do konkretnego rocznika jest data urodzenia dziecka.

Dla mnie największym zaskoczeniem w tutejszym systemie edukacyjnym był wiek dziecka, rozpoczynającego życie szkolne. Dwa początkowe lata szkoły podstawowej są odpowiednikiem polskiej „zerówki” (Junior Infants i Senior Infants). Następnie, dzieci uczą się w klasach 1 – 6. Do młodszej zerówki przyjmowane są dzieci, które na dzień 1 czerwca ukończyły 4 lata (w niektórych szkołach będzie to dzień 1 lipca lub nawet 1 września). Rodzice mogą jednak zadecydować o rocznym opóźnieniu w posłaniu dziecka do szkoły, jeśli według ich subiektywnej oceny, dziecko powinno poczekać. Lusia rozpoczęłą naukę w młodszej zerówce, mając +4 lata. Wychowawczyni poinformowała nas pod koniec października, że nasza córka pokonała barierę komunikowania się po angielsku. W wieku 5,5 roku zajęła drugie miejsce w międzyszkolnym konkursie recytatorskim. Obecnie mówi z wyraźnym miejscowym akcentem.

Począwszy od młodszej zerówki (Junior Infants) każdą klasą opiekuje się jeden nauczyciel, który jest co roku wymieniany. Nauczyciele szkół podstawowych posiadają kwalifikacje do nauczania wszystkich przedmiotów w każdej klasie. Czyli przykładowo, jednego roku ten sam nauczyciel może mieć powierzoną klasę starszą zerówkę, a kolejnego roku – klasę piątą.

Wyróżnikiem każdej szkoły, publicznej lub prywatnej, są mundurki. Należy je zakupić w specjalnym sklepie. Różnią się kolorami oraz krojem. W sklepach z obuwiem dla dzieci jest duży wybór czarnych pantofelków, półbutów oraz kozaków. Czarne obuwie jest elementem szkolnego mundurka. Często regulamin szkolny informuje również o kolorze rajstop lub podkolanówek.

Wybór szkoły dla dziecka jest niezmiernie ważny w kulturze irlandzkiej. Edukacja ma ogromne znaczenie. W Dublinie, dzieci zapisywane są do wybranej szkoły często tuż po narodzinach. A w wielu przypadkach, do kilku szkół jednocześnie. Jeśli rodzice preferują określone placówki. Z reguły dzieci przyjmowane są na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Uprzywilejowane w kolejce są dzieci pracowników, absolwentów oraz te, których rodzeństwo aktualnie uczęszcza do tej konkretnej szkoły.

Jedna z moich irlandzkich koleżanek opowiedziała zabawną historię o tym , jak jej mąż zapisał ich syna do szkoły. Zdarzyło się to, kiedy moja koleżanka odpoczywała w szpitalu po porodzie. Jej mąż wrócił do domu, wydrukował aplikacje i rozesłał do kilku szkół. Po jakimś czasie, otrzymali odpowiedź odmowną z jednej ze szkół, z wyjaśnieniem, że jest to placówka żeńska. W treści listu zamieszczone było zdanie „podziwiamy pański zapał”.

Mam bardzo dobre zdanie o irlandzkich szkołach podstawowych, ale moje obserwacje są oczywiście zalimitowane do jednej placówki.