You are currently browsing the monthly archive for Marzec 2013.

W wielu kulturach i religiach jajko jest symbolem życia. Polskim dzieciom pewnie kojarzy się z pisanką, a irlandzkim z czekoladką.

Odkąd zamieszkaliśmy w Irlandii, do pisankowania dołączamy co roku zabawę w poszukiwanie jajek. Okazji oraz pomysłów jest mnóstwo. W Irlandii, podstawowe szkoły publiczne mają dwutygodniową przerwę podczas tygodnia poprzedzającego i następującego po Wielkanocy. W piątek przed przerwą, lekcje w szkole Lusi kończą się w południe. Wtedy od razu idziemy do pobliskiego parku, żeby spotkać się z grupką rodziców i dzieci ze szkoły na przedświątecznym pikniku. Na zakończenie rodzice chowają w rabatkach czekoladowe jajka, a dzieci je znajdują. W tym roku, po raz pierwszy od sześciu lat, piknik się nie odbył, ze względu na panującą epokę lodowcową.

Wczoraj szukając atrakcji dla dzieci, dotarliśmy do Glenroe Farm w miejscowości Kilcoole. Można tam zobaczyć i podrapać za uszami małe domowe zwierzątka oraz poskakać na placu zabaw. Niespodzianką były gonitwy w celu zdobycia czekoladowych jajek. Wyścigi odbywały się w trzech kategoriach wiekowych: do 6 lat, 7-14 lat, dorośli. Jajka były ukryte za snopkami siana. Udało mi się zdobyć jedno jajko, za co zostałam obdarzona pełnym uznania spojrzeniem Lusi. Za takie spojrzenie Prawie-Nastolatki warto było się postarać:-)

Z kolei dziś przed południem, dołączyliśmy do naszego hotelowego Easter Egg Hunt. Na recepcji każde dziecko dostało instrukcję do zabawy w podchody. Na terenie przylegającym do hotelu było ukrytych 11 wiaderek z karteczkami. Po odnalezieniu wszystkich, dzieci wracały na recepcję po odbiór nagrody – pudełka czekoladowych jajek. To była świetna zabawa dla dzieci, a dla rodziców poranny jogging.

Jutro wracamy do domku. Ciekawe kto rano zaskoczy pozostałych lano-poniedziałkową pobudką?

Reklamy

Maeve Binchy żyła w latach 1940 – 2012. Urodziła się w Dalkey, w hrabstwie Dublin i tam, wraz z mężem, zamieszkała wiele lat przed śmiercią. W młodości pracowała jako nauczycielka, podróżowała. Rodzice opublikowali jej listy z podróży i w ten sposób, zupełnie o tym nie wiedząc, Maeve rozpoczęła karierę pisarską.

Powieści:

1982 Light a Penny Candle

1984 The Lilac Bus (Liliowy autobus)

1985 Echoes

1987 Firefly Summer

1988 Silver Wedding

1990 Circle of Friends

1992 The Copper Beech

1994 The Glass Lake

1996 Evening Class

1998 Tara Road

2000 Scarlet Feather

2002 Quentins

2004 Nights of Rain and Stars

2006 Whitethorn Woods

2008 Heart and Soul

2010 Minding Frankie

2012 A Week in Winter

W swoim dorobku literackim Maeve ma również nowele: „The Builders”, „Star Sullivan”, „Full House” oraz zbiory opowiadań, n.p.: „Dublin 4”. Niektóre powieści doczekały się adaptacji kinowej lub telewizyjnej, n.p.: „Circle of Friends”, „Tara Road”. Wszystkie książki tej autorki, które przeczytałam, są dedykowane jej mężowi.

Spośród dzieł Maeve Binchy zdecydowałam się opisać „Liliowy autobus”. O tej książce wspomniała jedna z moich irlandzkich koleżanek. Powiedziała, że sama, jako młoda dziewczyna, co tydzień jeździła z Dublina do odległego rodzinnego domu, podobnie jak bohaterowie ośmiu osobnych historii, tworzących powieść. Dodatkowo, w tym czasie, kiedy zastanawiałam się, która książka dobrze odda styl pisarki, natknęłam się na internetowy artykuł o „słoikach”. To był znak. Temat regularnych, co weekendowych wypraw do rodzinnego domu po prowiant i powrotach do pracy w stolicy, był w Polsce niemal na pierwszych stronach gazet.

Język powieści jest bardzo prosty, co sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Akcja  jest osadzona w latach 80-tych. A temat jest z pewnością bliski wielu ludziom, którzy obecnie lub we wspomnieniach z przeszłości żyją w dwóch światach: codzienna praca w wielkim mieście, dorosłe niezależne życie, a jednocześnie regularne powroty do domu na prowincji, przywiązanie do rodzinnych spraw. Wszyscy pasażerowie oraz kierowca „Liliowego autobusu” pochodzą z miejscowości Rathdoon, w zachodniej części Irlandii. W każdy piątek bohaterowie powieści decydują się na ponad trzygodzinną podróż do domu. Osiem historii, osiem sekretów, osiem przełomowych decyzji.

Nancy jest sekretarką. Pracuje w szpitalu dla trzech lekarzy specjalistów. Uważa siebie za bardzo oszczędną, schludną, godną zaufania. Nagle współtokatorka oznajmia jej, że dłużej nie będą mieszkać razem. Nancy musi się wyprowadzić. W ten weekend dowie się dlaczego.

Dee jest praktykantką w kancelarii prawnej, inteligentną i piękną córką miejscowego lekarza. Zakochaną. Ma u stóp cały świat, aż do tego właśnie weekendu.

Mickey pracuje jako portier w banku. Jest 45-letnim kawalerem. Słynie z zamiłowania do opowiadania dowcipów z podtekstem. W każdy piątek przejmuje od brata obowiązek opieki nad chorym ojcem. Zawsze czeka na niego wdzięczna rodzina i ciepła kolacja. Tym razem dom jest cichy.

Judy jest najstarszą pasażerką. Pracuje w sklepie ze zdrową żywnością. W Rathdoon nie ma nikogo. Wraca, aby zadbać o swoją małą uprawę ziół. Wiele lat temu mąż sądownie odebrał jej dzieci i wyjechał z nimi do Stanów. W ten weekend Judy porzuca nadzieję na spotkanie z dorosłymi już dziećmi.

Kev jest najmłodszym spośród trzech braci. Od jakiegoś czasu sprawia wrażenie wyjątkowo przestraszonego. Rathdoon traktuje jako schronienie. Przed kim ucieka?

Rupert jest jedynakiem, dumą swoich rodziców. Pracuje w agencji pośrednictwa nieruchomości. Powroty do domu są dla niego jednocześnie rozstaniem z ukochaną osobą. Rozwiązaniem byłyby wspólne przyjazdy do Rathdoon. Dotąd jednak Rupert nie miał odwagi przedstawić rodzicom swojej drugiej połówki.

Celia jest oddaną pielęgniarką, córką właścicielki miejscowego pubu. Na ten weekend ma niezwykle trudną misję – przekonać matkę, żeby rozpoczęła terapię antyalkoholową.

Tom w każdy piątek i niedzielę przewozi bohaterów powieści z Dublina do Rathdoon i z powrotem.  Ku zgrozie rodziców pomalował swój bus na liliowy, rzucający się w oczy, kolor. Jest obieżyświatem, żyje z zasiłku, ima się różnych dorywczych zajęć. Jednocześnie poświęca się ratowaniu siostry, która przebywa w szpitalu. Żyje pomiędzy marzeniem o wolności i ustatkowaniu się.

Tłumaczenie tytułu powieści jest dosłowne. W rzeczywistości pojazd Toma to busik, podobny do tych, jakie kursują w Polsce pomiędzy dużymi miastami, a małymi miejscowościami.

Ciepła powieść. W sam raz na święta!

Po dwóch latach przerwy, wróciliśmy do naszej świątecznej tradycji. Wyjazdowej. Tym razem, co prawda, wyprawa tylko 30 km od naszego irlandzkiego wynajmowanego domu. Ale jest fantastycznie. Dziś, po raz pierwszy od kilku tygodni, ustały silne wiatry i zaświeciło słońce. Przyjemnie jest znowu odkryć zieloność tej wyspy, owieczki pasące się na łąkach, hektary pól golfowych. I gdzieś w tym wszystkim nasz upragniony hotel. Marzenie o świątecznej sielance.

Z oferty pokoi hotelowych wybraliśmy opcję dwóch pokoi połączonych, które decyzją mieszkańców jednego z nich, można całkowicie odizolować. Jeden pokój dla Babci z trójką Aniołków, drugi dla nas. Hurra!!!

Przy hotelu piękny plac zabaw. W hotelu świetlica popołudniowej rozrywki dziecięcej. Dziś była prezentacja sklepu z zabawkami Hamleys. Dzieci dostały kolorowe plansze, z których robiły piankowe naklejki. Jutro w planie malowanie balonów, a w niedzielę wyprawa w poszukiwaniu czekoladowych jajek.

Oczywiście, jak zawsze podczas wyjazdu rodzinnego, każdy próbuje się gdzieś wymknąć. Dziś mnie się udało. To prawdziwy cud. Spędziłam 3 godziny w hotelowym Spa. Po masażu gorącymi kamieniami i kilku maseczkach na twarz, czuję się o dziesięć lat młodziej. Paweł miał mniej szczęścia. Kiedy nurkował w walizce, szukając butów do biegania, został nakryty przez Lusię. Ręcznikiem kąpielowym. I tym sposobem spędził godzinę na pływalni w towarzystwie zaradnej córki, zamiast samotnie szukać wiatru w polu. Babcia dopiero orientuje się w sytuacji. To jej pierwszy hotelowo-świąteczny wyjazd z nami. Dlatego pewnie uda jej się wymknąć dopiero w niedzielę:-)

Jutro będzie nam brakowało wyprawy z koszyczkiem „święconki”. Ta tradycja nie jest znana w Irlandii. Wtedy opowiem dzieciom, już po raz kolejny, jak moja ś. p. Babcia, kiedy miała pięć lat, wybrała się ze swoją Babcią do kościoła w sobotni świąteczny poranek. Podczas dwugodzinnego nabożeństwa moja Babcia zgłodniała, a jej Babcia przysnęła… W efekcie poświęcone zostały skorupki od jajek. Sama jako dziecko uwielbiałam tę opowiastkę. Ale nigdy nie miałam odwagi powtórzyć tego wyczynu. Może dlatego, że święcenie pokarmów w czasach mojego dzieciństwa trwało kwadrans i moja Babcia nie miała szansy się zdrzemnąć.

Poniżej moja propozycja kolejnych książek irlandzkich autorów:

Marzec 2013, Maeve Binchy „The Lilac Bus”

Kwiecień 2013, Sarah Webb „Anything For Love”

Maj 2013, Joseph O’Connor „Where Have You Been?”

Czerwiec 2013 Roisin Meaney “One Summer”

Lipiec 2013 Marita Conlon-McKenna “A Girl Called Blue”

Sierpień 2013 Ger Gallagher “Broken Passions”

Zabieram się do czytania…

Colum McCann urodził się 28 lutego 1965 roku w Dublinie. W wieku 21 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, z zamiarem napisania powieści. Zanim jednak zasiadł do pisania, postanowił objechać Amerykę Północną na rowerze. Wyprawa trwała 18 miesięcy i miała istotny wpływ na jegopóźniejszą twórczość. Pisarz mieszka w Nowym Jorku, wraz z żoną i trójką dzieci.

Powieści:

1995 Songdogs (Śpiewające psy)

1998 The Side of Brightness (Ta strona jasności)

2003 Dancer (Tancerz)

2006 Zoli

2009 Let the Great World Spin (Niech zawiruje Świat)

2013 – w przygotowaniu: Transatlantic

Colum McCann jest również autorem dwóch zbiorów opowiadań:

1994 Fishing the Sloe-Black River

2000 Everything in this Country Must

oraz eseju, zamieszczonego w „The World Unfuried”, rozkładanej książce, przedstawiającej dzieło ilustratora Matteo Pericoli, którego oryginał ozdabia ściany jednego z terminali lotniska JFK w Nowym Jorku.

Książkę p.t.: „Niech zawiruje świat” pożyczyła mi irlandzka koleżanka. Książka zdobyła nagrodę The National Book Award 2009. Pomijając fabułę, powieść od pierwszych stron, zachwyciła mnie bogactwem języka. Delektowałam się każdym akapitem.

Pomysł na rozplanowanie akcji, również zrobił na mnie duże wrażenie. Powieść zaczyna się wzmianką o linoskoczku, który balansuje na linie, rozpiętej pomiędzy dwiema wieżami World Trade Centre. Takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce 7 sierpnia 1974 roku. Linoskoczkiem był Francuz Philippe Petit. Podczas, gdy Petit wędruje po linie na wysokości 110 pięter, w domach i na ulicach miasta życie toczy się swoim zwykłym torem. Autor przybliża historie kilku osób, które pozornie nie mają związku z występem linoskoczka. A jednak każda z tych postaci, w pewnym momencie, spotyka go na swojej drodze.

Historię Johna Corrigana, ubogiego mnicha irlandzkiego pochodzenia, opowiada jego brat, Ciaran. Corrigan poświęca życie innym ludziom. Próbuje odnaleźć sens wiary, żyjąc blisko upadłych lub chorych ludzi, ocierając się o miłość do kobiety. Ciaran jest zszokowany, kiedy grupa prostytutek, przychodzi do mieszkania Corrigana w Bronksie, aby skorzystać z toalety. Corrigan spotyka Philippa Petit na sali sądowej.

Prostytutki z Bronksu to między innymi Tillie i jej córka Jazzlyn, która jednocześnie jest matką dwóch małych dziewczynek. One również mijają się z linoskoczkiem na sali sądowej.

Sędzia Solomon Soderberg będzie decydował o tym, jaką karę powinien ponieść Philippe Petit za swój akrobatyczny wybryk. Zafascynuje go sposób, w jaki lina została zamocowana po przeciwnej stronie. Natomiast, jego żonie Claire, o popisie linoskoczka opowie koleżanka Marcia. Historii będzie przysłuchiwać się również Gloria, która zaopiekuje się dziećmi Jazzlyn. A starsza córka Jazzlyn, już jako dorosła dziewczyna, natknie się na fotografię mężczyzny chodzącego po linie pomiędzy wieżami World Trade Centre i uzmysłowi sobie, że zdjęcie zrobiono w dniu śmierci jej matki. Wiele powiązań.

Jest też grupa hakerów z Kalifornii. Próbują przy użyciu komputera łączyć się z osobami z Nowego Jorku i w ten sposób śledzić występ Philippa Petit.

Tymczasem, w nowojorskim metrze, z aparatem fotograficznym w dłoni, odrzucając zasady bezpieczeństwa, przemieszcza się nastolatek Fernando Y. Marcano. Opuszcza stację na widok policjantów, gdyż uzmysławia sobie, że musiało stać się coś ważnego i chce być świadkiem tego zdarzenia. Autor powieści pośrednio sugeruje, że to Fernando uwiecznił na zdjęciu Philippa Petit, setki metrów nad ziemią. Zdjęcie mężczyzny na linie, pomiędzy wieżami, zamieszczone w książce, jest podpisane nazwiskiem Fernando Y. Marcano. (Zaprzeczeniem tego jest jednak wyjaśnienie autorstwa zdjęcia w Notatce Autora na końcu książki).

Powieść jest z pewnością godna polecenia. Oblicze Nowego Jorku lat 70-tych. Ponadto, zaciekawiła mnie sama historia Philippa Petit. On również jest autorem książek. Nie ukończył żadnej szkoły. Sam dotarł do wiedzy, która umożliwiła mu balansowanie na linie, przy zmiennych warunkach atmosferycznych, na bardzo dużych wysokościach. Jego motto można ująć w kilku słowach „Żyję po to, aby spełniać swoje marzenia”.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 32 obserwujących.

Marzec 2013
Pon W Śr C Pt S N
« Lu   Kwi »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Blog Stats

  • 38,423 hits
%d blogerów lubi to: