Colum McCann urodził się 28 lutego 1965 roku w Dublinie. W wieku 21 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, z zamiarem napisania powieści. Zanim jednak zasiadł do pisania, postanowił objechać Amerykę Północną na rowerze. Wyprawa trwała 18 miesięcy i miała istotny wpływ na jegopóźniejszą twórczość. Pisarz mieszka w Nowym Jorku, wraz z żoną i trójką dzieci.

Powieści:

1995 Songdogs (Śpiewające psy)

1998 The Side of Brightness (Ta strona jasności)

2003 Dancer (Tancerz)

2006 Zoli

2009 Let the Great World Spin (Niech zawiruje Świat)

2013 – w przygotowaniu: Transatlantic

Colum McCann jest również autorem dwóch zbiorów opowiadań:

1994 Fishing the Sloe-Black River

2000 Everything in this Country Must

oraz eseju, zamieszczonego w „The World Unfuried”, rozkładanej książce, przedstawiającej dzieło ilustratora Matteo Pericoli, którego oryginał ozdabia ściany jednego z terminali lotniska JFK w Nowym Jorku.

Książkę p.t.: „Niech zawiruje świat” pożyczyła mi irlandzka koleżanka. Książka zdobyła nagrodę The National Book Award 2009. Pomijając fabułę, powieść od pierwszych stron, zachwyciła mnie bogactwem języka. Delektowałam się każdym akapitem.

Pomysł na rozplanowanie akcji, również zrobił na mnie duże wrażenie. Powieść zaczyna się wzmianką o linoskoczku, który balansuje na linie, rozpiętej pomiędzy dwiema wieżami World Trade Centre. Takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce 7 sierpnia 1974 roku. Linoskoczkiem był Francuz Philippe Petit. Podczas, gdy Petit wędruje po linie na wysokości 110 pięter, w domach i na ulicach miasta życie toczy się swoim zwykłym torem. Autor przybliża historie kilku osób, które pozornie nie mają związku z występem linoskoczka. A jednak każda z tych postaci, w pewnym momencie, spotyka go na swojej drodze.

Historię Johna Corrigana, ubogiego mnicha irlandzkiego pochodzenia, opowiada jego brat, Ciaran. Corrigan poświęca życie innym ludziom. Próbuje odnaleźć sens wiary, żyjąc blisko upadłych lub chorych ludzi, ocierając się o miłość do kobiety. Ciaran jest zszokowany, kiedy grupa prostytutek, przychodzi do mieszkania Corrigana w Bronksie, aby skorzystać z toalety. Corrigan spotyka Philippa Petit na sali sądowej.

Prostytutki z Bronksu to między innymi Tillie i jej córka Jazzlyn, która jednocześnie jest matką dwóch małych dziewczynek. One również mijają się z linoskoczkiem na sali sądowej.

Sędzia Solomon Soderberg będzie decydował o tym, jaką karę powinien ponieść Philippe Petit za swój akrobatyczny wybryk. Zafascynuje go sposób, w jaki lina została zamocowana po przeciwnej stronie. Natomiast, jego żonie Claire, o popisie linoskoczka opowie koleżanka Marcia. Historii będzie przysłuchiwać się również Gloria, która zaopiekuje się dziećmi Jazzlyn. A starsza córka Jazzlyn, już jako dorosła dziewczyna, natknie się na fotografię mężczyzny chodzącego po linie pomiędzy wieżami World Trade Centre i uzmysłowi sobie, że zdjęcie zrobiono w dniu śmierci jej matki. Wiele powiązań.

Jest też grupa hakerów z Kalifornii. Próbują przy użyciu komputera łączyć się z osobami z Nowego Jorku i w ten sposób śledzić występ Philippa Petit.

Tymczasem, w nowojorskim metrze, z aparatem fotograficznym w dłoni, odrzucając zasady bezpieczeństwa, przemieszcza się nastolatek Fernando Y. Marcano. Opuszcza stację na widok policjantów, gdyż uzmysławia sobie, że musiało stać się coś ważnego i chce być świadkiem tego zdarzenia. Autor powieści pośrednio sugeruje, że to Fernando uwiecznił na zdjęciu Philippa Petit, setki metrów nad ziemią. Zdjęcie mężczyzny na linie, pomiędzy wieżami, zamieszczone w książce, jest podpisane nazwiskiem Fernando Y. Marcano. (Zaprzeczeniem tego jest jednak wyjaśnienie autorstwa zdjęcia w Notatce Autora na końcu książki).

Powieść jest z pewnością godna polecenia. Oblicze Nowego Jorku lat 70-tych. Ponadto, zaciekawiła mnie sama historia Philippa Petit. On również jest autorem książek. Nie ukończył żadnej szkoły. Sam dotarł do wiedzy, która umożliwiła mu balansowanie na linie, przy zmiennych warunkach atmosferycznych, na bardzo dużych wysokościach. Jego motto można ująć w kilku słowach „Żyję po to, aby spełniać swoje marzenia”.