You are currently browsing the monthly archive for Październik 2013.

Mark McCauley urodził się w 1956 roku w hrabstwie Wicklow. Dzieciństwo spędził w okolicy Gór Wicklow. Obecnie mieszka w Londynie i w Afryce. Jest producentem filmów dokumentalnych oraz autorem scenariuszy filmowych. Jako powieściopisarz zadebiutował w 2010 roku, czyli w wieku 54 lat. Jego jedyne dotąd dzieło literacki nosi tytuł „The House of Slamming Doors”. I o tej książce opowiem.

Przenosimy się na irlandzką wieś lat 60-tych XX wieku. Bohater książki, trzynastoletni Justin, mieszka wraz z rodzicami i dwiema starszymi siostrami w pięknym dworku. Swoją matkę, która jest brytyjską arystokratką, widuje zwykle raz dziennie, punktualnie o 7:45 rano, aby powiedzieć jej „dzień dobry”. Odkąd ukończył 12 lat, spotyka się z rodzicami również podczas posiłków. Wcześniej, jadał osobno, w jadalni dziecięcej. Jego najlepsza przyjaciółka i rówieśnica, Annie, jest Irlandką, córką jednego z pracowników dworu. Przyjaźń nastolatków zaczyna wzbudzać emocje rodziców, na tyle silne, że zakazują im spotykania się. Pewnego dnia Justin kradnie ojcu drobne pieniądze i zaprasza Annie na obiad do eleganckiej hotelowej restauracji. Przed hotelem rozpoznaje auto identyczne do tego, jakim jeździ jego matka. Młodzi ludzie cieszą się wspólnie spędzanym popołudniem, gdy do ich stolika przysiada się mężczyzna, uderzająco podobny do Justina i pyta o datę jego urodzenia.

Czy mieszkańcy dworku, który Annie nazywa „domem trzaskających drzwi” będą tolerancyjni wobec wzajemnych słabości, oszustw i niedomówień?

Tło powieści stanowi wizyta ówczesnego prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego w Irlandii oraz zamach na jego życie.

W tym tygodniu jesienne wakacje szkolne. Zamieszkaliśmy na ten czas w centrum Kilkenny, średniowiecznej stolicy Irlandii.

W poniedziałek przelotne opady: wycieczka objazdowa po centrum miasta turystycznym pociągiem i zwiedzanie zamku, którego budowę rozpoczęto w XII w. Dzieci wytropiły w ogrodach przyzamkowych… plac zabaw.

Wtorek słoneczno-wietrzny pod znakiem sportów na świeżym powietrzu. Wycieczka na pięknie położone pola golfowe przy hotelu Mount Juliet. Próbka gry w golfa na putting green (Tusia zafascynowało ręczne wrzucanie piłek do wody) i spacer po malowniczym parku. Po południu skrócony kurs strzelania z łuku w Country Leisure & Activity Centre.

W środę deszczowo: przedpołudnie w minizoo z gadami, w pobliżu Kilkenny. Przez szyby można podziwiać dziesiątki gatunków gadów i tarantulę brrr. Na kolanach przewodniczki siedzi żółw, który wygląda jak aligator (alligator snapping turtle). Dzieci z przejęciem dotykają węża birmańskiego w wersji albinosa, a później znikają w terrarium z zielonymi iguanami oraz żółwiami lądowymi. Dla odmiany, po południu, wspinaczka na wieżę z IX w, znajdującą się na dziedzińcu katedry Saint Canice, z której roztacza się widok na Kilkenny i okolice. A następnie zwiedzanie miejskiego domu wybudowanego na przełomie XVI i XVII w., należącego do kupca o nazwisku Rothe.

Co wieczór pluskanie się w hotelowym basenie. La dolce vita:-)

A jutro powrót…

Róży przytrafiła się kontuzja nóżki. Skakała beztrosko z łóżka i nagle płacz. Nogi ani zgiąć, ani wyprostować. Pora już późna, przychodnia zamknięta, dzieci po kąpieli, Paweł w delegacji za oceanem. Róża zasnęła po podaniu syropu przeciwbólowego.

Następnego dnia rano wizyta u lekarza rodzinnego (GP). Skierowanie na prześwietlenie do szpitala dziecięcego.  Wybieram szpital w Tallaght (The Adelaide and Meath Hospital). Rejestruję się na izbie przyjęć pogotowia ratunkowego (emergency department) i w ten sposób zajmuję kolejkę do lekarza, udzielającego pierwszej pomocy. Następnie, ze skierowaniem od lekarza rodzinnego, idziemy na prześwietlenie. Dzięki temu, kiedy przychodzi nasza kolej na konsultację lekarską, w bazie jest już zdjęcie rentgenowskie Róży. Pęknięty piszczel, bez przesunięcia. Tymczasowa szyna unieruchamiająca. Do wyboru dwa kolory – dziecko się uśmiecha, wybiera czerwony. (W nagrodę za bycie dzielną pacjentką, Róża dostaje misia z nogą w gipsie. Czerwonym:-))

Skierowanie do szpitalnego ortopedy. Pierwszy wolny termin za 5 dni. Ortopeda decyduje, żeby założyć gips z włóknem szklanym na 6 tygodni. Do wyboru siedem kolorów – dziecko się uśmiecha, wybiera granatowy.

Po tygodniu, kolejne prześwietlenie kontrolne. Lekarz podejmuje decyzję o zdjęciu gipsu z włóknem szklanym (fiber glass cast) i założeniu syntetycznej opaski półsztywnej (soft cast). Do wyboru cztery kolory – dziecko się uśmiecha, wybiera fioletowy. Opaska kończy się pod kolanem i można ją moczyć, więc kąpanie jest wygodniejsze lub raczej w ogóle możliwe.

Za dwa tygodnie będziemy sami zdejmować tę opaskę w warunkach domowych. A za sześć tygodni wizyta kontrolna w szpitalu.

p/s Ciekawostka: Za wizytę u lekarza rodzinnego (GP) zapłaciłam 65EUR. Jak się później dowiedziałam, dzięki temu, że GP dał mi skierowanie na prześwietlenie, nie musiałam za to prześwietlenie płacić w szpitalu. Gdybym od razu pojechała na izbę przyjęć do szpitala, prześwietlenie kosztowałoby mnie 100EUR.

Minionej niedzieli staliśmy się tropicielami szarych wiewiórek w Ogrodach Botanicznych w Dublinie (D9). Tropienie polegało na tym, że spacerowaliśmy wśród drzew i rozglądaliśmy się uważnie. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że tymczasem wiewiórki tropiły nas…

Z kieszeni Pawła kurtki wystawała torebka orzeszków ziemnych. Nagle wiewiórka wbiegła mu po nogawce na kurtkę. Uznaliśmy więc, że sama znalazła pożywienie:-) Misja tropicielska została wykonana: wiewiórki rozpoznane, sfotografowane; dzieci zachwycone.

Dodatkowo, w Ogrodach trafiliśmy na mnóstwo atrakcji, zorganizowanych w ramach Tygodnia Matematycznego oraz Tygodnia Zabaw z okazji Halloween. W związku z tym, spędziliśmy tam cały dzień. Ciepły i słoneczny. Sztuczki matematyczne oraz te z pogranicza fizyki okazały się fantastyczną rozrywką dla dzieci. Później udaliśmy się na wystawę różnego gatunku dyń i wstąpiliśmy do groty miłej czarownicy, która obdarowywała maluchy słodyczami. Uwieńczeniem wyprawy było tkanie, pomiędzy drzewami, ogromnej kolorowej sieci pajęczej z kawałków włóczki.

Bo Halloween to pająki, nietoperze, dynie. To, co jeszcze  kilkadziesiąt lat temu można było znaleźć na każdym szanującym się strychu pod koniec jesieni.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 33 obserwujących.

Październik 2013
Pon W Śr C Pt S N
« Wrz   List »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Blog Stats

  • 37,214 hits
%d blogerów lubi to: