W tym tygodniu jesienne wakacje szkolne. Zamieszkaliśmy na ten czas w centrum Kilkenny, średniowiecznej stolicy Irlandii.

W poniedziałek przelotne opady: wycieczka objazdowa po centrum miasta turystycznym pociągiem i zwiedzanie zamku, którego budowę rozpoczęto w XII w. Dzieci wytropiły w ogrodach przyzamkowych… plac zabaw.

Wtorek słoneczno-wietrzny pod znakiem sportów na świeżym powietrzu. Wycieczka na pięknie położone pola golfowe przy hotelu Mount Juliet. Próbka gry w golfa na putting green (Tusia zafascynowało ręczne wrzucanie piłek do wody) i spacer po malowniczym parku. Po południu skrócony kurs strzelania z łuku w Country Leisure & Activity Centre.

W środę deszczowo: przedpołudnie w minizoo z gadami, w pobliżu Kilkenny. Przez szyby można podziwiać dziesiątki gatunków gadów i tarantulę brrr. Na kolanach przewodniczki siedzi żółw, który wygląda jak aligator (alligator snapping turtle). Dzieci z przejęciem dotykają węża birmańskiego w wersji albinosa, a później znikają w terrarium z zielonymi iguanami oraz żółwiami lądowymi. Dla odmiany, po południu, wspinaczka na wieżę z IX w, znajdującą się na dziedzińcu katedry Saint Canice, z której roztacza się widok na Kilkenny i okolice. A następnie zwiedzanie miejskiego domu wybudowanego na przełomie XVI i XVII w., należącego do kupca o nazwisku Rothe.

Co wieczór pluskanie się w hotelowym basenie. La dolce vita:-)

A jutro powrót…