Noc Sylwestrowa. Początkowo w towarzystwie babci, bo rodzice szli na bal. Później na prywatkach z grupą znajomych. Szczególnie pamiętam tę u koleżanki, która mieszkała nad sklepem obuwniczym. A, że ten sklep należał do jej rodziców, największą atrakcją było przymierzanie kilkunastu par szpilek… Były też Sylwestry wyjazdowe, z myślą o przecieraniu górskich szlaków, ale kończyło się na siedzeniu przy kominku, bo śnieg sięgał po pas, a temperatura -20.

W tym roku byliśmy na naszym czwartym sylwestrowym balu. Po raz pierwszy wśród nieznajomych. Zostaliśmy dołączeni do czterech innych „samotnych” par, przy stoliku w Sali Rycerskiej. Na sali balowej grała orkiestra, w piwnicach o muzyczną oprawę dbał DJ.

Tuż przed północą rozdano butelki z szampanem. Odebraliśmy płaszcze z szatni i udaliśmy się na wewnętrzy dziedziniec zamkowy. Na środku dziedzińca, na tronie, zasiadał król. Po chwili dołączyła do niego królowa. Rozpoczął się turniej rycerski. O północy, życzenia noworoczne, fajerwerki i kto miał ochotę ustawił się w parze, aby odtańczyć na krużgankach poloneza, do  dźwięków, skomponowanych przez Wojciecha Kilara.

I tak weszliśmy w nowy rok tanecznym krokiem:-)))

Wszystkiego dobrego na rok 2014!!!