Dziś czwarty dzień wyspiarskiej wiosny i pierwszy, sprawiający wiosenne wrażenie. Poranek wreszcie słoneczny, bez wiatru i deszczu. Za oknem słychać śpiew ptaków. W donicy przed drzwiami zakwitły dwa żonkile. Zakwitły pewnie kilka dni temu, ale zobaczyłam je dopiero dzisiaj…

Cały miniony tydzień byliśmy zamknięci w domu. Wirus, jakiego jeszcze nie było. Wszyscy, poza najmłodszą Różą, padliśmy jak muchy. Termometr przed kilka dni nieubłagalnie wskazywał 39-40 stopni. Chleb kupiła mi koleżanka, z którą musiałam odwołać spotkanie. Warzywa i leki przyniósł nam sąsiad. Całe szczęście, że otacza nas tylu miłych ludzi! I zakupy online. Genialny wynalazek. A Paweł? Był oczywiście w delegacji… Czyli jak zwykle, we właściwym miejscu, we właściwym czasie:-)

Dziś pierwszy dzień, kiedy kuchnię ogrzewają promienie słońca, zamiast kaloryfera. Pierwszy dzień, kiedy po tygodniowej przerwie dzieci poszły do szkoły i przedszkola. Pierwszy dzień, kiedy po tygodniowej przerwie wyszłam z domu. Pierwszy piękny dzień. Wchodzę do sklepu. Kupuję ciasteczko do kawy. To będzie mój poranek. Po południu znów przewidywana jest sztormowa pogoda. Ale teraz, w tej właśnie chwili jest słoneczna wiosna…