Gdzieś mi uciekły wolne poranki. Dzieci w szkole, przedszkolu. Tylko usiąść i pisać… Na przykład środy. Kątem oka zerknęłam na kartkę na tablicy ogłoszeń nieopodal. Hokej na trawie dla kobiet, poziom bez znaczenia, trawa w szkole na wprost mojego domu. Nie mogłam sobie odmówić…

Zaczęłam od upewnienia się, że poziom zerowy też jest akceptowalny. Po czym udałam się do sklepu po niezbędny sprzęt: drewniany kij, osłonę na szczękę, ochraniacze na łydki.

Hokej na trawie jest w Irlandii głównym sportem żeńskim, często obowiązkowym w szkołach średnich. Na pierwszym spotkaniu było jasne, że jedyną osobą, która nigdy wcześniej nie miała w ręku kija hokejowego, byłam ja… Ale, wierząc, że nauka czyni mistrza, postanowiłam kontynuować. Co prawda w ciągu trzech miesięcy nie udało mi się strzelić gola, ale wiele razy (no może kilka…) obroniłam naszą bramkę. Zorientowałam się, że chętniej gram na pozycji środkowej lub obrony, a niepewnie czuję się w ataku. Pewnie ma to związek z moim łagodnym charakterem:-)

Od czasu do czasu, po godzinie radosnej gonitwy za piłką, idziemy na zasłużoną filiżankę kawy. I nie wiadomo kiedy wybija południe i muszę biec po Tusia i Różę do przedszkola…