Zamawiamy śniadanie do pokoju. Dzieci wciskają się do naszego łóżka. Piżamowe party. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze porannej bajki telewizjnej. Włączamy więc TV. Za chwilę pakowanie walizek i powrót … z wielkanocnych wakacji. Tak tydzień temu zakończyła się nasza wyprawa do hrabstwa Cork.

Po kilku dniach przekopywania piasków wyjątkowo urokliwej plaży w zachodniej części Cork, przenieśliśmy się do, położonej we wschodniej części, malowniczej zatoki Ballycotton.  Tym razem, pięknie położony hotel potraktowaliśmy jako bazę wypadową. Wybraliśmy wysepkę Fota, na której znajduje się park dzikich zwierząt oraz kilka placyków zabaw (co okazało się nie bez znaczenia).  Zajrzeliśmy do garnków w Ballymaloe, najbardziej znanej irlandzkiej szkole kucharskiej (tu dzieci chętnie wzięły udział w rozwiązywaniu zagadek przyrodniczych). Spędziliśmy popołudnie w gospodarstwie Leahy’s Open Farm, gdzie głównymi atrakcjami było karmienie zwierząt i sesja wykopywania dołka prawdziwą koparą JCB.

W drodze powrotnej do Dublina, zwiedziliśmy ogrody i galerię sztuki współczesnej na zamku w Lismore. W galerii była akurat wystawa obrazów polskiego malarza Wilhelma Sasnala; seria zainspirowana ilustracjami do trzytomowego polskiego wydania Baśni Andersena, z lat 70-tych.

A kiedy zapytaliśmy dzieci, co najbardziej podobało im się z całych fantastycznych, perfekcyjnie zorganizowanych wakacji, Lusia wykrzyknęła „to, kiedy utknęłam w windzie”, a Tusio i Róża jednogłośnie „najfajniej było na pływalni, jak tata udawał wieloryba”…