You are currently browsing the tag archive for the ‘Lusia’ tag.

Byłam niezbyt wnikliwym dzieckiem, a może po prostu czasy się zmieniły…

Święty Mikołaj przychodził zawsze do domu Babci, gdzie gromadziła się na Wigilii znaczna część rodziny. Niepostrzeżenie kładł prezenty pod choinką. Nigdy nie zastanawiałam się, jak wyglądał, ani jak udało mu się tego dokonać. Nie było mowy o reniferach, elfach oraz logistyce. Wiedziałam, że Mikołaj został świętym i jednocześnie mieszkał w Laponii. I naprawdę nigdy nie zadałam sobie pytania, jak to jest możliwe. Było dla mnie oczywiste, że białobrody pan, w czerwonej czapce i płaszczu, z którym można było zrobić zdjęcie podczas zabawy Mikołajkowej w zakładach pracy rodziców, to przebieraniec. Tego też nie potrafię wytłumaczyć. Święty Mikołaj istniał, ale był nieuchwytny. Przynosił prezenty, ale nie spacerował ulicami miast.

Tymczasem, nastąpiło wiele zmian, które zupełnie umknęły mojej uwadze. Dopiero pytania Lusi uświadomiły mi, że sprawa jest poważna. Przede wszystkim wyjechaliśmy do Irlandii. Tam Święty Mikołaj wrzuca prezenty przez komin, wczesnym rankim 25 grudnia. Do naszego domu dotarł jednak 24 grudnia po kolacji wigilijnej i położył wszystkie paczki pod choinką. Lusia, po rozmowach z koleżankami, patrzyła na nas pytającym wzrokiem. Poza tym, nad naszym kominkiem zabrakło zawieszonych skarpet, w których irlandzkie dzieci znalazły rankiem, 25 grudnia mandarynki i słodycze. W naszym domu dostawa niespodziankowych słodyczy miała miejsce 6 grudnia, do kapci. Dodatkowo, Lusia przysłuchała się mojej rozmowie z koleżankami Włoszką i Hiszpanką. We Włoszech 13 grudnia to Święta Lucia podrzuca słodycze grzecznym dzieciom, a węgiel urwisom. Hiszpanie dostają prezenty dopiero 6 stycznia, w dniu Trzech Króli. A później był jeszcze wierszyk p.t.: „Dwanaście Dni Bożego Narodzenia”, z którego wynikało, że w Wielkiej Brytanii, bliscy obdarowują się upominkami przez 12 dni, począwszy od 25 grudnia. A to by Lusi najbardziej odpowiadało, tylko gdzie podział się Święty Mikołaj?

Postanowiliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości, odwiedzając Świętego Mikołaja, w jego irlandzkiej rezydencji w Santa’s Island. Aby otrzymać zaproszenie na spotkanie z ulubieńcem dzieci, postąpiliśmy zgodnie z instrukcją, znalezioną w internecie: zadzwoniliśmy pod wskazany numer i wysłaliśmy swoje dane i czek do elfów. Po kilku dniach otrzymaliśmy potwierdzenie daty i godziny grupowego spotkania w wiosce Inishowen, w hrabstwie Donegal. 23 grudnia. Wobec tego, zdecydowaliśmy, że całe Święta spędzimy w Donegal. Wykupiliśmy kilkudniowy pakiet ze świątecznym obiadem i kolacją w jednym z tamtejszych hoteli. To był strzał w „10”. Droga do siedziby Świętego Mikołaja prowadziła przez szczere pola. Drogowskazem było wyraźnie odbijające się na niebie światło laserowe.

Samo spotkanie z Mikołajem było dosyć zabawne. Na początek elfy przypomniały historię Bożego Narodzenia. Następnie, Mikołaj utknął w kominie, przez który próbował dostać się na salę. Na szczęście pomoc elfów okazała się skuteczna. Mikołaj, odetchnąwszy z ulgą, zaczął prosić na scenę dzieci, wyczytując ich imiona i nazwiska. Każde dziecko otrzymało, odpowiedni do wieku, prezent (na karcie zgłoszeniowej należało podać dane, wraz z wiekiem dziecka). Niektórym rodzicom Mikołaj zadawał kłopotliwe pytania. Kiedy usłyszeliśmy nasz własny adres i oskarżenie, że w ubiegłym roku nie wyczyściliśmy należycie kominka, Lusia spojrzała na nas z wyrzutem. A my musieliśmy głośno i wyraźnie obiecać poprawę. Odtąd, każdego 24 grudnia Lusia przypomina nam o wypucowaniu kominka, aby Mikołaj, podrzucając prezenty nie pobrudził sobie płaszcza oraz prezentów właśnie:-)

W tym roku, po pięciu latach świętowania w Irlandii, przylecieliśmy do Polski. Czekamy na Świętego Mikołaja 24 grudnia wieczorem, ale przywieźliśmy ze sobą wielkie „kominkowe” skarpety. Co prawda znaleźliśmy słodycze w kapciach 6 grudnia, ale spróbować nie zaszkodzi…

Życzę wszystkim czytelnikom bloga „irlandzkie zapiski” Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku. Jednocześnie bardzo dziękuję za wszystkie komentarze oraz maile. Każda wiadomość kształtuje mój dzień.

Reklamy

Wczoraj Lusia pomaszerowała do szkoły z żelowym okładem chłodzącym, owiniętym wokół palca lewej ręki. Na pytanie co się stało, z dumą odpowiadała, że została „ranna” podczas niedzielnego meczu camogie.

Od kilku miesięcy jest sportowo nastawiona do życia. Jakoś zbiegło się to w czasie z opinią nauczyciela na koniec poprzedniego roku szkolnego, że powinna podciągnąć się w sportach. Lusia jest bardzo ambitna. Od razu, na pierwszy tydzień wakacji, zapisała się na półkolonie do lokalnego klubu irlandzkiej piłki nożnej i camogie. Od września z zapałem uczestniczy w cotygodniowych treningach. Co jakiś czas w niedzielne przedpołudnie zawozimy ją, w odległe często miejsce, na mecz. Przedwczorajsze spotkanie było wyjątkowo ważne: ostatnia rozgrywka camogie w tym roku. A od stycznia Lusia będzie już grała w kategorii wiekowej „dziesięciolatki”. Treningi będą bardziej wymagające. W odróżnieniu od zasad przyjmowania do szkół podstawowych (wiek dziecka liczony jest najczęściej od 1 czerwca do 31 maja), kluby sportowe przypisują dzieci do grup wiekowych według roku urodzenia (od 1 stycznia do 31 grudnia).

W każdej rodzinie irlandzkiej, którą poznałam, chociaż jedna osoba uprawia sport zespołowy. Już czterolatki są przyjmowane do dziecięcych klubów sportowych, specjalizujących się w irlandzkiej piłce nożnej (gealic football), hurlingu (sport męski) i camogie (żeński odpowiednik hurlinga). Popularny jest również hokej na trawie i rugby. Działają też grupy piłki nożnej (soccer), ale najczęściej oferta jest przeznaczona dla dzieci od 8 roku życia.

Odkąd Lusia zmieniła styl życia, w poniedziałkowe wieczory trenuje camogie, a w środy irlandzką piłkę nożną. Camogie jest zorganizowany na hali; gaelic football odbywa się na otwartej przestrzeni. Wraca przemarznięta do kości i osmagana wiatrem, ale nie ma siły, która by ją od tego wyjścia odwiodła. I tak przypomniała mi się pogawędka irlandzkich kolegów z pracy na temat hurlinga. Wspominali, jak to grywali za młodu – rozgrywki międzyparafialne. Jeden z nich został kontuzjowany po silnym uderzeniu kijem w rękę. Zamierzał zejść z boiska, ale jego ojciec krzyknął: „wracaj, walcz dla naszej parafii”. Nie było wyjścia. Sprawa honoru. Po meczu okazało się, że na rękę trzeba założyć gips… To historia sprzed kilkudziesięciu lat, ale duch sportowego zacięcia niewiele się zmienił. Rodzice chętnie kibicują już tym najmłodszym dzieciom, które z trudem manewrują drewnianym kijem.

Nasz dobytek również powiększył się o kij do camogie (który trenerka Lusi nazywa „hurl”, ale niektórzy mówią „hurley” lub „camán”) oraz kask (helmet). Lusia przeznaczyła na ten sprzęt oszczędności wakacyjne. Kolejnym wydatkiem będą ochraniacze na piszczele (shin pads/ shin guards) oraz piłeczka (sliotar). Trenowanie footballu irlandzkiego też wiąże się z pewną inwestycją. Od października tego roku, każdy gracz ma obowiązek zakładania osłony na szczękę (gum shields).

Pewnie też powinnam zacząć biegać za jakąś piłką, ale na razie specjalizuję się w transporcie i wytrwałym kibicowaniu…

Podejmując decyzję o wyjeździe do Irlandii, zastanawialiśmy się, jakie korzyści miałaby z tego, trzyletnia wtedy, Lusia. Na liście plusów znalazła się nauka angielskiego.

Po kilku dniach poznawania okolicy oraz porządkowania domu i ogródka, postanowiłam rozejrzeć się za przedszkolem. W czasie spacerów zlokalizowałam trzy. Kolejne dwa znalazłam przez internet. Był koniec czerwca. Chciałam, żeby Lusia zaczęła chodzić do przedszkola w lipcu. Początkowo na dwie godziny, żeby mogła się przyzwyczaić i stopniowo zwiększać ilość godzin. Zadzwoniłam do tych pięciu przedszkoli. Od razu z listy musiałam wykreślić trzy: w jednym nie było miejsc; w drugim było miejsce, ale tylko w godzinach 9:00 – 12:30; w trzecim było miejsce od razu na cały dzień. Przedszkole, w którym było miejsce w godzinach porannych, wydawało się idealnym rozwiazaniem dla osoby niepracujacej. Ja, natomiast, zamierzałam rozpocząć pracę pod koniec roku. Wariant dwugodzinny nie wchodził w grę w żadnym przedszkolu. Ostatecznie, Lusia zaczęła chodzić do przedszkola, które zaoferowało miejsce na kilka godzin. Po dwóch miesiącach przeniosłam ją do przedszkola, w którym było wolne miejsce na cały dzień. Wtedy zdecydowałam się podjąć pracę na pełny etat.

Irlandia lato 2006. Boom. Instytucja „przedszkole państwowe” nieznana. Instytucja „żłobek” nieznana. Przedszkole prywatne może założyć praktycznie każdy. Chętni są mile widziani. Programy rządowe oraz urząd miasta zachecają dotacjami. Przedszkoli po prostu brakuje. Najczęściej przyjmowane są dzieci w czterech grupach wiekowych: +4 miesiące (grupy 3-osobowe), +10 miesięcy (grupy 6-osobowe) ,+2 lata (grupy 8-osobowe), +3 lata (grupy 8-osobowe, określane jako Montessori). W naszej dzielnicy, miesięczny koszt za opiekę całodniową 8:00-18:00 to około 900-1000 euro; za pół dnia około 550-600 euro. W ofercie zdarzają się dodatkowo płatne zajęcia z rytmiki. Niektóre przedszkola zatrudniają kucharkę, która przygotowuje śniadania, owoce, jednodaniowy obiad oraz podwieczorek. Do innych, dzieci przynoszą posiłki z domu. Na taka rzeczywistość natrafiliśmy tuż po przyjeździe. Musieliśmy „wyskrobać” z naszego domowego budżetu pokaźną sumkę na edukację Lusi.

Irlandia lato 2012. Kryzys trwa. Od dwóch lat funkcjonuje program rządowy, dofinansowujący naukę przedszkolną. Mogą z niego korzystać dzieci, które na dzień 1 września danego roku, ukończyły 3 lata i 3 miesiace. Program pokrywa koszt pobytu dziecka w przedszkolu przez 3 godziny dziennie. Przedszkole musi spełniać określone warunki, aby wziąć udział w programie, m. in. zatrudniać nauczycieli Montessori. Obowiązuje również ustandaryzowany program. Dzięki niemu, dzieci w wieku +4 lata i 3 miesiące, które rozpoczną szkołę podstawową, będą znały wszystkie litery alfabetu i cyfry od 0 do 10. W takiej rzeczywistości znajdujemy się obecnie. Tusio od września będzie objęty programem ECCE.

Dzieci (z wyjątkiem programu ECCE) są zapisywane do przedszkoli w zależności od potrzeb rodziców, na dowolne godziny lub dni. Nie mogę oprzeć się pokusie, żeby nie napisać: czasy się zmieniły.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 32 obserwujących.

Grudzień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« Lu    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Blog Stats

  • 39,264 hits
%d blogerów lubi to: