You are currently browsing the tag archive for the ‘wakacje w Polsce’ tag.

Siedzę na podłodze w suszarni schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Na szczęście moja towarzyszka wyprawy i ja, mamy zapasowe ubrania. Z wyjątkiem butów… W butach chlupie woda. Siedzimy boso. Za drzwiami suszarni błoto. Tłum ludzi, ociekających, jak my, wodą deszczową. W suszarni jest przyjemnie ciepło i pusto. Po chwili wchodzi grupka zmokniętych młodych ludzi. „Ha, a ja wziąłem japonki” chwali się ktoś. „Czy pan w japonkach będzie tak uprzejmy i kupi nam w barze herbatę z sokiem malinowym?” kuję żelazo póki gorące. Nie zamierzam się przeziębić. Nie ma to jak kubek gorącej herbaty w górskim schronisku…

Żołądek daje mi znać, że zbliża sie pora obiadu. Poza tym, suszarnię odkrywa coraz więcej osób. Brakuje miejsca na mokre ubrania. Musimy zdjąć ze sznurków nasze podsuszone kurtki, żeby nie przykryto ich mokrymi. Jest duszno. Wyjmuję z plecaka reklamówkę i robię z niej dwie foliowe skarpetki. Dzięki temu nie czuję zimna mokrych butów.

Poprzedniego dnia próbowałam wspiąć się z ojcem na Rysy (2499 m n.p.m), ale gęsta mgła zawróciła nas z drogi, gdy pozostało jeszcze półtorej godziny wspinaczki. Kolejnego dnia zaplanowane Spa w Zakopanem. Moje trzydniowe wakacje, podczas których Paweł dzielnie samodzielnie opiekuje się trójką dzieci. Paweł swoją jednodniową górską wyprawę odbył w czerwcu w Dublin Mountains. Grupa rosłych mężczyzn, uśmiechniętych od ucha do ucha, bo uwolnili się spod czujnych oczu żon i obsiadających kolana dzieci. Dopiero teraz rozumiem to uczucie:-)

Reklamy

Teoretycznie, na wakacje wyjechałam ja. Z trójką przekochanych dzieci. Dom na podkrakowskiej wsi. Ogród. Od trzech tygodni temperatura powietrza około 30st.

Teoretycznie, to Paweł, w Dublinie, ciężko pracuje od przed-świtu do po-zmroku.

Zaczęło się od inwazji mrówek. Skąd ich się tyle bierze? Wyrywam małego chwaścika przy płytce na ogrodowym tarasie, a za chwaścikiem wybiega czarne wojsko. Udało mi się je zniechęciç. Już prawie odetchnęłam z ulgą. Poranne zbieranie ogródkowych truskawek. Połowa nadgryziona przez ślimaki bezdomkowe. Jak ja ich nie lubię. I tym razem zwycięsko wyszłam z tej przyrodniczej potyczki. Spotykam sąsiadkę. Zatrzymujemy się przed domem. Pomiędzy cegły elewacji co chwilę wlatuje szerszeń. Następnego dnia obserwuję ścianę. Nie ma wątpliwości: zakładają gniazdo, którego nie da się zobaczyć. Wieczorem pod dom podjeżdża wóz strażacki. Jeden z sześciu strażaków zakłada specjalny kombinezon i siatkę na głowę. Wchodzi na drabinę. Dzieci zachwycone. Obserwują akcję przez okno pokoju. Już po wszystkim. Padam wykończona na kanapę. Coś nie zgadza się w wystroju salonu. Na tubie gramofonu odpoczywa… cykada. A może to gigantyczny konik polny? Tkwię bez ruchu na kanapie. Cykado-konik spaceruje po obwodzie gramofonowej tuby. A jeśli wejdzie do środka? Bywają chwile, trwające wieki. Zielony olbrzym ląduje na trawie (po dwóch dniach wrócił – owady to wstydu nie mają!)

Analizuję wszystkie moje spotkania z dziką, niebezpieczną wiejską przyrodą. „A będzie tu pani jesienią?” pyta sąsiad. „Od października grasują myszy.”

Ja chyba śnię…

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 32 obserwujących.

Grudzień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« Lu    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Blog Stats

  • 39,264 hits
%d blogerów lubi to: